Monthly Archives

Luty 2011

Born This Way

28 lutego 2011

Cześć Kochani! Miałam dzisiaj tyle pracy, że dopiero przed sekundą wróciłam do domu. Zaczął się ostatni miesiąc szkoły… Muszę teraz w 100% skupić się na nauce i przygotować soę do matury, także mogę być mniej dostępna dla Was, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Po prostu chciałabym zakończyć ten rok szkolny z możliwie dobrymi wynikami, zwłaszcza, że w kwietniu już wyjeżdżam i muszę dopiąć wszystko na ostatni guzik do końca marca…

Przechodząc do sedna sprawy, a konkretniej do tytułu mojej dzisiejszej notki- piszę do Was o tym dopiero teraz, ale sam teledysk widziałam już po powrocie ze szkoły. Dzisiaj narodziło się nowe dzieło Lady Gagi, a mianowicie teledysk do piosenki „Born This Way”- piosenkę kocham, jest świetna, a na klip niecierpliwie czekałam. I co? Nie zawiodłam się. Zobaczcie sami:


Podobają mi się implanty Gagi na twarzy (tak podobają mi się i koniec!), poza tym sceny gdzie tańczy ubrana w samą bieliznę są naprawdę świetne, chyba najlepsze z całego klipu, ponieważ taki brak przekombinowania wprowadził do zbioru klipów Gagi trochę świeżości- uwaga skupia się tylko na jej włosach, twarzy, ciele i ruchach. No i kolejna genialna scena to Gaga z doczepionych wielkim różowym kucykiem, w której występuje z mężczyzną z filmiku zapowiadającego kolekcję domu mody Mugler, w której promocji Gaga brała udział, udostępniając swoją piosenkę „Scheisse” z płyty Bron This Way. Sama historia wprowadzająca do klipu, w której Gaga przedstawiona jest w dwóch obliczach- dobra i zła nadaje całemu klipowi odpowiedni klimat. Podsumowując – MEGA!

Buziaki,
love.

Komentarze: 101

back home

27 lutego 2011

Hej, jestem już u siebie w Zgorzelcu. Napisałam dla Was notkę w pociągu, także teraz tylko kopiuj, wklej i zapraszam do czytania oraz komentowania moich wypocin.

Nie pcham się na siłę do świata nadętych celebrytów, którzy z niewiadomych przyczyn uważają się za lepszych i wyżej położonych od tych, którzy mają mniej pieniędzy od nich, ociekają mniejszym lansem bądź przespali się z mniejszą ilością lasek. Oczywiście, w żadnym wypadku nie określam tutaj nikogo i nie oceniam po pozorach ogółu, ale jakby nie patrzeć wyżej opisana postawa jest bardzo często spotykana w tym świecie, na pozór piękniejszym i wyżej postawionym.

Nienawidzę pytań, w których ktoś formułuje słowa tak, że nazywa mnie gwiazdą. O czym oni w ogóle mówią? Żadna ze mnie gwiazda, przecież ja dopiero dostałam się na start, jeszcze wiele muszę zrobić, aby zasłużyć na jakiekolwiek statusy. I to nie jest żadna przesadna skromność, która swoją drogą, też jest dla mnie w jakiś sposób żałosna. Z resztą nienawidzę być „nazywana” i wrzucana do konkretnej szufladki. Jestem młoda, wciąż ewoluuje, moje poglądy, stosunek do niektórych kwestii i cele wciąż się zmieniają, a może bardziej odpowiednim słowem będzie- dojrzewają.

Chcę śpiewać, wydawać płyty, grać koncerty, uczestniczyć w galach, dostawać nagrody i mieć tysiące fanów- oczywiście, że chcę. Aczkolwiek pragnę niesamowicie zachować przy tym głowę i zdrowy rozsądek- nie mówię tak dlatego, że to moje początki i jeszcze nie poczułam smaku sławy, mówię tak, bo np. moje źrenice nie zamieniają się w znak dolara, kiedy słyszę o pieniądzach, ani nie muszę na siłę udowadniać, że obiektywy powinny być skierowane na mnie, robiąc coś głupiego na siłę (oczywiście nie neguję tutaj nikogo, po prostu piszę o tym, że ja taka nie jestem i być nie zamierzam). Jeśli miałabym być etatową skandalistką to tylko dlatego, że czasami za dużo i za szczerze mówię- ale to z jednej strony dobrze. Autentyczność to jedna z cech, które najbardziej cenie w ludziach, dlatego też staram się taka być, bez zbędnego mydlenia oczu.

To wszystko jest mocno wyidealizowane. Zastanawiam się czy oni wszyscy są dla siebie mili, bo już tacy są, czy tylko udają, bo miłym być wypada. Ja się uśmiecham do innych niezależnie od ich statusu społecznego, bo lubię wprowadzić trochę ciepła między relacje z ludźmi, a nie dlatego, że ktoś powiedział mi, że tak powinnam robić. Bezcelowa uprzejmość to wątpliwa kwestia w tej branży.

Ja, jako HONEY, solidaryzuje się z Wami, ze „zwykłymi” ludźmi, którzy tak naprawdę są niezwykli. Bo w każdym z nas jest coś wyjątkowego, wystarczy wybrać się w podróż do głębi swojego umysłu, serca i duszy i odnaleźć tą iskrę, a następnie ją pielęgnować i rozniecić płomień, który poprowadzi Was już dalej i będzie oświetlał Waszą drogę w życiu.

Teraz kolejna kwestia. Teraz wygląd zewnętrzny jest najistotniejszą kwestią co do odbioru i akceptacji danej jednostki przez społeczeństwo- to masowe jak i to medialne. Kanony bywają raczej niezmienne, mimo tego coraz częściej zdarzają się odchyły od ustalonej „normy”, w którą spora większość ślepo wierzy. Osobiście nie mam włosów gęstych i długich niczym z reklamy szamponów, podczas wywiadów mrużę oczy i garbie się, a moje pełne biodra, masywne uda i kubańskie łydki w niczym nie przypominają nóg modelek z wybiegów np. ostatniej kolekcji Balmain’a. I wiecie co? Mam to gdzieś, na chwilę obecną jest mi z tym zajebiście dobrze, bo widzicie we mnie normalną laskę, która nie jest idealna od początku do końca, od stóp do czubka głowy, która nie jest zrobioną gwiazdą, sterowanym produktem, tylko ma masę mankamentów, które zauważacie. To znaczy, że nie jestem uformowaną, woskową figurą z wyćwiczonymi pozami, w których najlepiej wygląda się w obiektywnie. Jestem normalna i chcę łączyć się z tymi wszytskimi „normalnymi”, równie dobrze mogłabym mieszkać w Twoim bloku i być Twoją sąsiadką. Chcę, aby ludzie dostrzegali we mnie tą świeżość, normalność, brak chęci udowodnienia wszytskim do okoła, że jestem najlepsza, najpiękniejsza, najzgrabniejsza i najbardziej utalentowana. Owszem, dąże do tego, aby być osobą docenianą i szanowaną jako wokalistka, a co za tym idzie automatycznie powoli staję się osobą publiczną. I wiecie co jeszcze? Sukces tkwi w tym jak Wy odbieracie samych siebie, czując się piękni (nie tylko od strone zewnętrznej, bo głębia odgrywa tu znaczącą rolę), to inni też zaczną Was tak spostrzegać. Także głowa do góry, sylwetka wyprostowana, piersi do przodu, wdech- i w drogę po owocniejsze życie.

Chcę być dla Was kimś, na kogo możecie popatrzyć np. na jakimś cholernym czerwonym dywanie, a potem powiedzieć- „przecież ja też bym mógł się tam znaleźć, czas wziąć się za siebie i swoje życie”. Taki chce mieć start do tego świata. Nie mówię co będzie na miesiąc, za pół roku, nie zaprzeczę, że nie zacznę wymyślać dziwanych strojów czy fryzur i nagle doczepie sobie włosy do kolan (chociaż tak czy inaczej planuję je troszkę zagęścić i przedłużyć)- bo jak wcześniej wspominałam- „Jestem młoda, wciąż ewoluuje, moje poglądy, stosunek do niektórych kwestii i cele wciąż się zmieniają”, ale na chwilę obecną chcę, abyście dali mi szanse i uwierzyli w moją autentyczność. Jeśli chcecie, abym była piękna to będę taka tylko dla Was. Jeśli chcecie abym śpiewała, pisała, pojawiała się, to będę to robić, bo jesteście dla mnie natchnieniem, z którego nigdy nie zrezygnuję.

Ja będę Wam to powtarzać do obrzygania (mocniejsze słowa wprostproporcjonalnie- mocniej trafiają do ludzi), ponieważ chcę odnieść sukces w postaci setek Waszych sukcesów. Bo kiedy czytam, że jestem dla kogoś inspiracją i że dzięki mnie zaczął wierzyć, że marzenia się spełniają, że wszystko jest możliwe i że co nas nie zabije to nas wzmocni- to wtedy w pobliżu mnie błyska światło, które jest jaśniejsze i intenstywniejsze od jakichkolwiek flashy.


Put your WINGS up- niech każdy, kto teraz to czyta, wzniesie swoje ręcę w kształcie skrzydeł w imię wolności i tego co kocha, na przekór wątpiącym, wzbijcie się w powietrze i realizujcie swoje sny- będę Wam w tym towarzyszyć, obiecuję. Chcę inspirować i być inspirowana.

make dreams come true, never say never, impossible is nothing, peace&BIG neverending love

HONEY

Komentarze: 493

melo

26 lutego 2011

Czeeeeeeeeeeeeeeść!! Dzisiaj miałam już wracać do domu, ale tak mi dobrze w Warszawie, że zostaję tu jeszcze na jeden dzień. Dzisiaj odpoczywamy i nie robimy zupełnie nic… Obudziłam się dopiero około 15:00, ponieważ wczorajsza impreza, a dokładniej after przedłużył się do dzisiejszego poranka, do godziny 9:00 rano! Chyba jako jedyna popijałam czystą wodę niegazowaną, podczas gdy inni pozwalali sobie w najlepsze, mimo tego bawiłam się równie dobrze 😉

Dodaję trzy fotki z wczoraj:





Muszę w sobie zmienić wiele rzeczy, skupić się na tym co niezbędne i poprawić wszystko co nie podoba mi się samej, a nie to co inni ludzie uważają, że „powinnam”, bo jest to zazwyczaj zgubne, o czym zdążyłam się już przekonać niestety za każdym razem, kiedy ktoś stara się decydować za mnie w mojej sprawie. Już nigdy na to nie pozwolę, aby nie popełniać kolejnych błędów z tym związanych. Decyduję sama o sobie, bo to, że inni „wiedzą lepiej”, a ja chciałam ich pokornie słuchać, nie doprowadziło mnie do niczego z czego mogłabym być zadowolona i dumna.

PS Kupiłam sobie w końcu pomadkę firmy MAC (jest świetny salon w Złotych Tarasach) z serii Viva Glam, którą zaprojektowała specjalnie Lady Gaga w kampanii na rzecz walki i uświadamiania ludzi o AIDS, z której dochód przeznaczony jest w 100% na wspieranie tego szczytnego celu. To wspaniałe jak Lady G angażuje się w takie akcje, a sama pomadka, kolor i jakość jest świetna, szczególnie, że jest podpisana przez samą Lady Gagę!



Miłej soboty, bawcie się dobrze.
WINGS up!

Komentarze: 231

VIVA COMET 2011

25 lutego 2011

Hey hey hello! Siedzimy właśnie do Dredi i próbujemy wrócić do życia i wybrać się do sklepu po śniadanie (taaaak wiem, że jest 16:30)!

Wczoraj Viva Comet 2011, mój pierwszy czerwony dywan i te wszystkie gwiazdy, które znam z telewizji i portali plotkarskich (tak, czytam je namiętnie) mimo tego, że czułam się tam totalnie nieswojo, to tłumaczę to sobie tym, że wszystko musi być w życiu po raz pierwszy, a jak wiadomo, to całkiem normalne, że towarzyszy temu stres od stóp po czubek głowy. Ciągle motałam się z jednego kąta do drugiego narzekając na to jak wyglądam, co mówię i jak odbiorą mnie ludzie… W każdym razie całość była całkiem ok.

Kilka wniosków z gali: Ewa Farna dała świetne występy i była zdecydowanie zwyciężczynią całej gali, dzięki 4 statuetkom, a poza tym jest niesamowicie pozytywną dziewczyną, chłopaki z Afromental, niedość, że świetnie grają to jeszcze są naprawdę przystojni, Doda świetnie wyglądała, a Inna jest przecudowną kruszynką (jest naprawdę drobniutka i słodka) z kawałkiem dobrego głosu- bije od niej blask na kilometr!

Kilka zdjęć:


Wywiad do radia Rmf Maxxx, pozdrowienia dla wszystkich słuchaczy Rmf Maxxx! Szczególnie dla tych, którzy głosują na moją piosenkę NO ONE w liście Hop Bęc 🙂







podczas wywiadu dla Orange (link podaje niżej)

a tutaj już na after party z Kasią i Tomkiem

Krótka relacja z Comet nagrywana przez Orange, gdzie powiedziałam co nieco:

http://www.orange.pl/kid,4000023966,id,4000723404,title,Gwiazdy-na-Viva-Comet-2011,video.html

Pozdrawiam serdecznie i gratuluję wszystkim zwycięzcom, a co dla mnie najistotniejsze- dziękuję osobom, z którymi mogłam spędzić chwilę na zdjęciach, autografach czy kilku słowach. To dla mnie szok, że jestem w jakiś sposób minimalnie rozpoznawalna…
WINGS up!
LOVE.

Komentarze: 552